moma terapie inne

Rytm. Gdzie Wschód łączy się z Zachodem.

Coraz częściej mam wrażenie, że współczesny świat zatacza koło.

Przez lata zachłysnęliśmy się możliwością robienia wszystkiego o każdej porze. Możemy pracować nocą, jeść o północy, trenować późnym wieczorem, spać z telefonem przy głowie, siedzieć w sztucznym świetle do pierwszej i w zasadzie całkowicie uniezależnić dzień od tego, czy na zewnątrz jest jasno, czy ciemno.

Technicznie możemy.

Tylko coraz więcej badań pokazuje, że nasze ciało wcale nie stało się przez to organizmem działającym jednakowo przez całą dobę.

I właśnie tutaj robi się ciekawie, bo współczesna chronobiologia coraz dokładniej opisuje coś, na co medycyna chińska zwraca uwagę od bardzo dawna: człowiek funkcjonuje w rytmie.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że współczesna medycyna „udowodniła TCM”.

To byłoby zbyt dużym uproszczeniem. TCM i medycyna zachodnia posługują się innym językiem, innym modelem człowieka i innymi sposobami opisywania fizjologii.

Ale oba podejścia spotykają się dziś w bardzo ciekawym miejscu.

W przekonaniu, że czas ma znaczenie.

W klasycznych tekstach medycyny chińskiej zdrowie nie było rozpatrywane w oderwaniu od pory dnia, nocy czy pory roku. Człowiek miał funkcjonować w relacji z otoczeniem, a zmiana Yin i Yang była jednym z podstawowych sposobów opisywania tego rytmu. Yin i Yang nie były statycznymi przeciwieństwami, tylko pozostawały w ciągłej przemianie. W Huangdi Neijing teoria Yin–Yang stała się jednym z fundamentów opisu funkcjonowania organizmu, a sen i czuwanie wiązano między innymi z rytmem dnia i nocy oraz przemianą aktywności organizmu.

W praktyce oznaczało to coś bardzo prostego: dzień nie jest tym samym co noc.

Yang wiąże się z aktywnością, ruchem, działaniem i zewnętrznością. Yin z wyciszeniem, odżywieniem, odpoczynkiem i regeneracją. Jedno nie jest lepsze od drugiego. Zdrowie polega raczej na tym, żeby potrafiły się zmieniać i robić sobie miejsce.

Yang nie powinno rosnąć bez końca. W pewnym momencie musi zacząć ustępować Yin.

I teraz spójrzmy na nasze współczesne życie.

Światło mamy właściwie przez całą dobę. Pracować możemy do nocy. Jeść możemy zawsze. Informacje nie kończą się nigdy. Telefon jest przy nas od chwili przebudzenia do momentu zaśnięcia. Często nie ma nawet wyraźnej granicy między pracą i odpoczynkiem.

Organizm dostaje więc bardzo dużo komunikatów: działaj.

A znacznie mniej komunikatów: dzień się skończył.

To właśnie współczesna chronobiologia opisuje dzisiaj z ogromną dokładnością. Wiemy, że ciśnienie krwi, tętno, metabolizm, temperatura ciała i wiele innych procesów fizjologicznych zmieniają się w ciągu doby. Kontrolowane badania pokazują także, że wewnętrzny zegar okołodobowy sam w sobie wpływa między innymi na ciśnienie, aktywność układu autonomicznego, funkcjonowanie naczyń i metabolizm. Przewlekłe rozregulowanie rytmu dnia i nocy, na przykład związane z pracą zmianową czy nieregularnym snem, wiąże się z większym ryzykiem problemów sercowo-naczyniowych.

Podobnie zaczynamy patrzeć na jedzenie.

Przez długi czas dużo mówiło się przede wszystkim o tym, co jemy i ile. Coraz więcej badań dotyczy jednak również tego, kiedy jemy. W przeglądach dotyczących rytmów okołodobowych i metabolizmu podkreśla się, że czas przyjmowania pokarmów jest jednym z czynników synchronizujących metabolizm, a organizm nie reaguje na taki sam posiłek identycznie o każdej porze doby.

I znowu trudno nie pomyśleć o TCM.

O zegarze narządów, o rytmie jedzenia, o tym, że największą aktywność mamy w jednej części dnia, a w innej ciało powinno przechodzić w wyciszenie. Według TCM Qi krąży w określonym dobowym rytmie, a poszczególne kanały mają swoje okresy większej aktywności.

Czy współczesna medycyna potwierdziła, że Wątroba „pracuje najmocniej” dokładnie między 1:00 a 3:00 albo Płuca między 3:00 a 5:00?

Nie.

I nie ma potrzeby tego udowadniać na siłę.

Znacznie ciekawsze jest to, że nowoczesna nauka coraz mocniej odchodzi od patrzenia na organizm jak na maszynę, która przez całą dobę działa tak samo. Okazuje się, że serce, metabolizm, naczynia, układ hormonalny i przewód pokarmowy mają swoje rytmy. Czas staje się elementem fizjologii, a nie tylko godziną na zegarku.

To samo dotyczy snu.

Na ostatnich warsztatach rozmawiałyśmy o tak zwanych nocnych markach. Padł argument, który słyszę bardzo często: „Ale ja się świetnie czuję, kiedy pracuję wieczorem. Wtedy mam najwięcej energii”.

I to rzeczywiście może być prawdą.

Ludzie różnią się chronotypem. Jedni naturalnie wcześniej zaczynają być senni i lepiej funkcjonują rano, inni mają nieco późniejszy rytm. Sam fakt, że ktoś nie zasypia o 22:00, nie oznacza więc automatycznie zaburzenia.

Ale czym innym jest późniejszy chronotyp, a czym innym ciągłe pobudzanie organizmu do późnej nocy i skracanie czasu regeneracji.

W TCM również nie powiedziałabym, że każdy nocny marek ma „gorącą Wątrobę”. Byłoby to zbyt proste. Jeśli jednak ktoś nie potrafi wieczorem wyhamować, jest napięty, drażliwy, ma uczucie gorąca, czerwone oczy, gorzki smak w ustach, budzi się w nocy i jednocześnie widzimy odpowiednie zmiany na języku czy w pulsie, wtedy możemy rozważać określony syndrom związany z Wątrobą.

Godzina jest wskazówką. Nigdy całą diagnozą.

I chyba właśnie tego bardzo lubię w TCM: człowiek nie jest wyrywany z kontekstu.

Pytamy nie tylko, co się dzieje. Pytamy też, kiedy. Jak śpisz. Kiedy budzisz się w nocy. Kiedy jesteś głodna. Czy rano masz energię. Czy wieczorem potrafisz się zatrzymać. Jak reagujesz na zmianę pory roku. Czy jest Ci zimno, czy gorąco. Czy po jedzeniu masz więcej energii, czy chce Ci się spać.

Współczesna fizjologia coraz częściej również patrzy na regulację, a nie tylko pojedynczy parametr.

Dobrym przykładem jest układ autonomiczny i nerw błędny.

Nerw błędny jest jednym z najważniejszych elementów układu przywspółczulnego. Bierze udział w komunikacji pomiędzy mózgiem a narządami wewnętrznymi i uczestniczy między innymi w regulacji pracy serca oraz przewodu pokarmowego. Współczesne badania pokazują jego znaczenie zarówno w kontroli układu sercowo-naczyniowego, jak i w osi jelita–mózg.

I znowu nie chodzi o to, żeby cały dzień siedzieć spokojnie i próbować „włączać nerw błędny”.

Potrzebujemy układu współczulnego. Potrzebujemy mobilizacji, wysiłku, napięcia mięśni podczas ruchu, szybszego bicia serca podczas treningu i zdolności szybkiego reagowania.

Problem pojawia się wtedy, kiedy potrafimy się pobudzić, ale przestajemy umieć wrócić.

Zdrowa regulacja to nie permanentny spokój. To zdolność przechodzenia między aktywnością a odpoczynkiem.

I tutaj po raz kolejny język TCM brzmi zaskakująco współcześnie.

Yang ma wzrosnąć wtedy, kiedy jest potrzebne. Yin ma móc je odżywić i wyciszyć wtedy, kiedy przychodzi na to czas.

Nie chodzi więc o powrót do życia sprzed dwóch tysięcy lat ani o chodzenie spać razem z kurami.

Chodzi o coś znacznie bardziej przyziemnego.

O światło rano i ciemność wieczorem. O ruch w ciągu dnia. O jedzenie, które ma swój początek i koniec, zamiast całodziennego podjadania. O moment zakończenia pracy. O sen, którego nie traktujemy jak stratę czasu. O pory roku, które naprawdę zmieniają potrzeby organizmu.

I może właśnie dlatego dziś tak dużo mówi się o rytmie dobowym, chronobiologii, regulacji układu autonomicznego, pracy z oddechem, kontakcie z naturą czy regularności posiłków.

To nie znaczy, że Zachód „stał się TCM”.

Ale coraz częściej zaczyna zauważać coś, co medycyna chińska mówi od bardzo dawna: człowieka nie da się oddzielić od rytmu, w którym żyje.

Możemy ten rytm przez jakiś czas zagłuszać światłem, kawą, pracą, telefonem i kolejnymi bodźcami.

Ale ciało nadal wie, kiedy jest dzień i kiedy powinna przyjść noc.

I chyba nie chodzi o to, żeby stworzyć sobie kolejną idealną rutynę.

Chodzi raczej o to, żeby odzyskać własny rytm.

Taki, w którym jest miejsce na działanie i odpoczynek, wysiłek i regenerację, Yang i Yin.

Bo dobrostan nie zaczyna się od robienia kolejnych rzeczy.

Czasem zaczyna się od przywrócenia porządku temu, co już mamy.

Jeśli chcesz przyjrzeć się swojemu rytmowi, lepiej rozumieć sygnały ciała i nauczyć się prostych sposobów wspierania regeneracji — zapraszam na moje warsztaty w małych grupach.

Prowadzę również warsztaty dobrostanowe dla firm, zespołów i osób pracujących w zawodach pomocowych. Łączę w nich wiedzę TCM z oddechem, pracą z ciałem, regulacją napięcia i współczesną wiedzą o fizjologii.

Nie po to, żeby przez godzinę porozmawiać o „work-life balance”.

Tylko po to, żeby naprawdę poczuć, jak wrócić do swojego rytmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

back to top icon